↑ Powrót do Wsparcie merytoryczne

nadkom. w/s Dariusz Loranty

loranty policja

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 …

.

Dariusz Loranty 3

(…)

Rozumiem, że teraz słowo „leming” wiąże się z bieżącą polityką i oznacza osobę ślepo i bezrozumnie wierzącą rządzącym. Kiedyś, choć rzadko używane, było synonimem kogoś, kto bezwarunkowo podporządkowuje się środowisku, w którym funkcjonuje, wbrew swojej dotychczasowej postawie czy głoszonym poglądom. Wydaje mi się, że nigdy takim człowiekiem nie byłem, choć nie miałem większych problemów ze społecznościami, w których przyszło mi żyć. Podam przykład rozmowy o sytuacji społecznej homoseksualistów. Wśród policjantów na początku lat dziewięćdziesiątych można było usłyszeć opinie: „Co te pedały chcą, kiedyś >taki< (z obrzydzeniem) to się bał, że sąsiadka się dowie, a dziś robi karierę, bo jest gejem”. Odchodząc, słyszałem co innego – że „katole” gnębią „kochających inaczej”. Kiedyś Adam Michnik był dla nich kryminalistą, a teraz jest autorytetem, bo zwalcza oszołomów. Tak myślą lemingi – ja do nich nie należę.

Przeszedł Pan wiele jako glina. Dlaczego odszedł Pan z policji?

– Sam fakt mojego odejścia z policji jest standardowy i chyba typowy dla niepokornych. Po prostu jakiś zomowiec, autentyczny bohater minionej epoki, w 2007 roku doszedł do wniosku, że można dać jakąś inną osobę na moje miejsce. Co do mnie, to chcieli żebym wykonywał jakąś urągającą mi pracę. (…) To był standard. Powszechnym zjawiskiem są słowa przełożonego: „Źle mi się z Panem współpracuje”. Takie rozmowy przeprowadza się masowo. Jak się ma wypracowane lata, to najczęściej opłaca się odejść na emeryturę. Tak zorganizowany jest ten system. Polska to imperium marnotrawstwa. Jeżeli ktoś wątpi w moje słowa, to wystarczy, żeby zobaczył skalę wymiany komendantów wojewódzkich po każdej zmianie komendanta głównego. Ci zaś wymieniają powiatowych i tak dalej. W Warszawie często przybiera to rozmiary pogromu.

Po odejściu ze służby dostawałem propozycje z różnych instytucji. (…) Nie o wszystkim mogę mówić, ani też nie wszystko potrafię udokumentować, więc nie będę opowiadał, żeby nie mieć łatki „mitomana”, ale coś powiem. Miałem zostać naczelnikiem wydziału w jednym z powiatów podwarszawskich.  Ale dupa, nie wyszło. Do starosty przychodzi miejscowy kacyk policyjny, prawidłowa nazwa etatu „komendant powiatowy” i mówi, że z Lorantym nie będzie współpracy. Kolejny przykład, na jednym z uniwersytetów robią kierunek, który jest związany z moją specjalnością. Pomagam, współpracujemy, ba, wychodzi projekt konferencji z moją osobą w roli głównej. Dzwoni telefon z Komendy Głównej Policji, współpraca zostaje rozwiązana. Mógłby dorzucić jeszcze inne sytuacje. Macki układu milicyjnego, eks-zomowców, dopadły mnie też poza służbą. Interesy w policji są kontrolowane także poza nią. Na osłodę mogę dodać, że zaczęło układać mi się w życiu prywatnym.

Czy chciałby Pan, żeby Pańscy synowie byli policjantami?

– Zawsze uważałem i nadal uważam, że to najlepszy zawód pod słońcem. Policja kryminalna jest niesamowicie fascynującym miejscem pracy, wymagającym wiedzy, zwłaszcza z zakresu kryminalistyki, kryminologii i psychologii. Cały czas trzeba się kształcić. Są emocje nie do wyobrażenia nigdzie indziej. Wykonywałem szereg zawodów ale nigdzie nie znalazłem takiej satysfakcji, jak ta w psiarni. Szczególnie gdy złapiesz zbója po trzydziestu sześciu godzinach zapierdolu. Jest bez znaczenia, czy to uprowadzenie realizowane w wydziale terroru kryminalnego, czy kradzież krowy robiona w komisariacie w Pcimiu. Emocje i satysfakcja oraz zmęczenie są takie same. Pies spuszczony z łańcucha musi ugryźć. Musi. Tego nie ma w innych zawodach. Tyle, że jest to praca w systemie feudalnym. Policja nie przeszła reform. Zazwyczaj o wszystkim decyduje jakiś kacyk, którego po jakimś czasie zmienia inny kacyk. Ten otacza się nowymi ludźmi, a ty już jesteś „be”. Decyduje układ, a nie predyspozycje.

Boi się Pan tylko tego, że synowie zapieprzaliby w takim feudalnym ustroju? A deprawacja, o której Pan mówił?

– Gdyby wybrali, to mam nadzieję, że taka deprawacja w ich przypadku nie nastąpi. Mam nadzieję, bo każdy ojciec ma taką nadzieję. Każdy rodzic chciałby, by jego dziecko osiągnęło więcej, niż on sam. A może dojdzie w polskiej policji do rzeczywistych zmian organizacyjnych?

A zagrożenie życia?

– Występuje w większym wymiarze niż powszechnie się wydaje. Do policji nie potrzeba mięczaków, którzy się boją. Trzeba ludzi z rogatą duszą, ale takich, którzy mają zasady. Zasady i przekonanie do nich to fundament uczciwej policji. Weźmy pod uwagę problem korupcji. Jeśli ktoś żyje według Dekalogu, to nikt nie wmusi w niego, żeby brał, bo rozróżnia dobro i zło. Wszelkie liberalne mity mówiące, że jak ktoś będzie super zarabiał, to nie będzie brał, są perfidnym kłamstwem dla półinteligentów. Rzeczywistość i statystyka są nieubłagane. W łapę biorą ci, którzy mogą podejmować arbitralne decyzje, bez względu na zarobki. Zawsze są to jednak ludzie bez zasad.

Coraz częściej wypowiada się Pan o systemie funkcjonowania policji, czasami odnosi się wrażenie, że bardzo chciałby Pan zmian.

– Moje chciejstwo to za mało, decydenci polityczni nie są zainteresowani. Oni co najwyżej potrzebują paru stołków dla swoich generałów. Choć może uda mi się komuś podpowiedzieć więcej. Może społeczeństwo wymusi zmiany.

Dlaczego zgodził się Pan na spowiedź?

– Przyczyn na pewno jest wiele, ponieważ moja osoba też nie jest jednorodna. Jest we mnie chęć pokazania, że nie byłem przeciętnym gliniarzem, chociaż nie doczekałem się szczególnego uznania ze strony policyjnych notabli. Mogę też być przykładem, jak bardzo można zatracić się w pracy, niszcząc inne ważne sprawy, choćby dom czy rodzinę. Przypominam, że mam za sobą trzy rozwody i ludzkie nieszczęścia. Moim synom w najważniejszych momentach ich życia brakowało ojca.

Czy liczy Pan na rozgrzeszenie?

– Da mi je czytelnik, który będzie umiał wyciągnąć z tego wnioski. Czytelnik, który naprawdę zrozumie tę książkę. Nie są to czcze przechwałki, a raczej próba rozliczenia się z życiem. Mam świadomość zobowiązań, których nie wypełniłem. Nie wytłumaczysz dziecku, że ratujesz miasto, gdy ono potrzebuje, żebyś to je ratował. Tak czy inaczej…

Loranty szczeka, a radiowóz jedzie dalej.

.

Fragment książki "Spowiedź psa. Brutalna prawda o polskiej policji" autorstwa Dariusza 
Lorantego i Aleksandra Majewskiego. Wydawnictwo Fronda
-------------------------------------------------------------------------------------
.

Były policjant: nasza praca nie ma nic wspólnego z romantyzmemPraca w policji bywa niebezpieczna i wymaga... balansowania na granicy prawa

Praca w policji bywa niebezpieczna i wymaga… balansowania na granicy prawa, foto: http://pixabay.com

– Wzajemnie się nakręcamy. Bo jest coś podniecającego w szukaniu zabójców i porywaczy.
To jednocześnie brudna i ciekawa praca – przyznał były policjant Dariusz Loranty.

Dariusz Loranty jest zdania, że dziś w policji pracuje się częściej dla pieniędzy niż z pasji. Dlatego wśród funkcjonariuszy jest tak naprawdę tylko 50 proc. prawdziwych policjantów. – Jest w nich coś z supermenów. Wiedzą, że mogą komuś przyłożyć, a prawo i tak jest po ich stronie – mówił ekspert. – I wiedzą, że czasem trzeba przegiąć, żeby odnosić sukcesy.

Jak przyznaje gość Kuby Marcinowicza, ceną, którą płaci policjant za swój sukces, jest często brak życia rodzinnego. – W trakcie rzetelnej, przepisowej policyjnej roboty zawsze prędzej czy później pojawiają się rzeczy, o których nie można mówić – tłumaczył.

Loranty opowiedział też m.in. o tym, jak „od kuchni” wygląda praca policyjnego negocjatora i czemu „kryminalni” nie mają nic przeciwko określeniu „psy”.

Zobacz: http://www.polskieradio.pl/10/4301/Artykul/1394772/

——————————————————————————————————————————————————

Dariusz Loranty: Pies musi gryźć. Czy słusznie, czy nie – oceni prokurator

Dariusz Loranty

Dariusz Loranty (Fot. Fot. Filip Klimaszewski Agencja Gazeta / Agencja Gazeta)

Dziś policjant woli, żeby nagrali jego nieudolność niż nadużywanie siły. Bo w tym pierwszym przypadku najwyżej się z niego pośmieją, w drugim – może stracić pracę. Ludzie to wiedzą i wykorzystują – mówi w rozmowie z Mirą Suchodolską z „Dziennik Gazeta Prawna”, Dariusz Loranty, były policjant.

Zobacz: http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/486478,rozmowa-z-bylym-policjantem-dariuszem-lorantym-pies-musi-gryzc.html